108 tys. zł miesięcznie dla lekarza na SOR. Rekordowe stawki budzą kontrowersje
Ogłoszenie, które wstrząsnęło opinią publiczną
Wojewódzki Szpital w Bielsku-Białej opublikował ofertę pracy, w której specjalista medycyny ratunkowej może zarobić nawet 108 tys. zł brutto miesięcznie. To jedno z nielicznych ogłoszeń w branży medycznej, gdzie jawnie podano wysokość wynagrodzenia. Informacja szybko obiegła media społecznościowe, wzbudzając falę komentarzy — od żartobliwych, po oburzone.
Internauci ironizowali: „Milion rocznie. Chyba jadę na Ukrainę po dyplom”, „A trzynastkę dostanie?”. Inni zwracali uwagę, że skoro publiczne placówki są w stanie oferować takie kwoty, to może system ochrony zdrowia wcale nie jest w kryzysie.
Dlaczego tak wysoka kwota?
Szpitale w całej Polsce od lat borykają się z niedoborem lekarzy medycyny ratunkowej. To specjalizacja trudna, obciążająca i narażona na ogromny stres. Oddziały ratunkowe funkcjonują w trybie ciągłym, a lekarze pracują w warunkach permanentnego przeciążenia.
Według danych branżowych średnia stawka godzinowa na SOR w 2023 roku wynosiła około 185 zł brutto. Nawet biorąc pod uwagę dyżury 240 godzin w miesiącu, trudno osiągnąć poziom powyżej 40 tys. zł brutto. Dlatego oferta z Bielska-Białej — sięgająca 108 tys. zł — wykracza daleko poza rynkową średnią.
Warszawa kontra Śląsk — gdzie lepiej?
W Warszawie, gdzie koszty życia są najwyższe, lekarze mogą liczyć na wyższe stawki kontraktowe, zwłaszcza w prywatnych placówkach. Jednak tak wysoka kwota w publicznym szpitalu to rzadkość. W praktyce lekarze ze stolicy łączą kilka kontraktów, aby osiągnąć porównywalny poziom dochodów.
Oferta z Bielska-Białej może więc przyciągnąć specjalistów z całego kraju, a nawet z zagranicy. Jednocześnie stawia to mniejsze szpitale w trudnej sytuacji — nie będą w stanie konkurować finansowo, co pogłębi problemy kadrowe w regionach.
„To zaczyna przypominać działania mafijne”
Niektórzy eksperci i komentatorzy oceniają, że oferowanie tak wysokich stawek destabilizuje system. Padają mocne słowa: „To zaczyna przypominać działania mafijne”.
Co kryje się za tym stwierdzeniem?
-
Presja finansowa: publiczne szpitale, utrzymywane z budżetu państwa, przeznaczają ogromne kwoty na pojedyncze kontrakty.
-
Nierówności: lekarze innych specjalizacji, także pracujący w trudnych warunkach, mogą czuć się pokrzywdzeni.
-
Ryzyko nadużyć: brak przejrzystych zasad wynagradzania i duże różnice między regionami mogą prowadzić do chaosu i niezdrowej konkurencji.

Problem systemowy czy konieczność?
Eksperci podkreślają, że pieniądze nie są jedynym problemem. Praca na SOR to ogromne obciążenie psychiczne, brak czasu dla rodziny i presja odpowiedzialności za ludzkie życie. Nawet wysokie wynagrodzenie nie zawsze jest w stanie przyciągnąć chętnych.
Jednocześnie pacjenci widzą w tym paradoks — skoro państwo stać na takie kontrakty, dlaczego wciąż brakuje lekarzy, a kolejki do specjalistów wydłużają się na miesiące czy lata?
Wnioski
Oferta z Bielska-Białej pokazuje, jak desperacko szpitale walczą o specjalistów. 108 tys. zł brutto miesięcznie to stawka, która jeszcze kilka lat temu wydawałaby się nierealna. Dziś staje się faktem, choć wywołuje dyskusję o sprawiedliwości i transparentności w publicznej ochronie zdrowia.
Pytanie, które pozostaje otwarte, brzmi: czy takie „rekordowe kontrakty” rozwiążą problem niedoboru lekarzy, czy raczej pogłębią kryzys w polskim systemie zdrowia?
-
108 tys. zł dla lekarza na SOR. Rekordowa stawka w polskim szpitalu
-
Milion rocznie za pracę na SOR? Kontrowersyjne ogłoszenie ze Śląska
-
„To przypomina działania mafijne”. 108 tys. zł miesięcznie dla lekarza na oddziale ratunkowym

